Cel ostateczny człowieka na ziemi

Celem ostatecznym człowieka na ziemi jest:

  1. oddać chwałę Bogu,
  2. przez oddanie chwały Bogu udoskonalić swą duszę, a tym samym stać się szczęśliwym: częściowo już tu na ziemi, całkowicie w życiu przyszłym.

1. Oddać chwałę Bogu. Sama natura człowieka wskazuje mu na ten cel. Człowiek ma rozum, za pomocą którego może ze świata go otaczającego i z objawienia bożego poznać nieskończone doskonałości boże, jak wszechmoc, mądrość, dobroć, piękność, może poznać, że Bóg jest jego Stwórcą, Panem, Ojcem, Zbawcą. Człowiek ma serce i wolę zdolne miłować co piękne, dobre, a Bóg jest samą pięknością, dobrem i mądrością, winien wtedy człowiek miłować go nade wszystko. Jako swemu Stwórcy, Panu, Ojcu i Zbawcy winien uległość, posłuszeństwo i wdzięczność. A właśnie poznać Boga, uznać go swym Stwórcą, Panem, Ojcem i Zbawcą, miłować go i spełniać jego przykazania, znaczy oddać mu chwałę. Więc sama rozumna natura człowieka wskazuje, że jest dla chwały Boga stworzony.

Pan stworzył narody ku chwale i imieniu i stawie swojej

Deut. 27. 19

2. Przez oddanie chwały Bogu, udoskonalić swą duszę, a tym samym stać się szczęśliwym: częściowo już tu na ziemi, całkowicie w życiu przyszłym.

a) Udoskonalić swą duszę. Człowiek, poznając Boga coraz lepiej, miłując Go i pełniąc Jego wolę, czyli oddając Mu chwałę, zwalcza tym samym swe namiętności, wykorzenia swe wady, pełni dobre, zacne uczynki z pobudki szlachetnej, a przez to udoskonala się, staje się uczciwym, dobrym, szlachetnym.

b) Stać się szczęśliwym. Człowiek ma wrodzone pragnienie szczęścia. Mówi mu o tym jego własne doświadczenie. Już u dzieci objawia się to pragnienie, jako dążność usunięcia wszelkiej boleści. Na dnie wszystkich trosk, starań, prac, zabiegów ludzi leży pragnienie szczęścia, ono jest sprężyną, celem wszystkich ich dążeń i czynów. Nikt nie może na serio powiedzieć: nie chcę być szczęśliwym. Człowiek jest zmuszony dążyć do szczęścia. Nawet najboleśniejsze rozczarowania nie potrafią w nim popędu do szczęścia znieść albo osłabić. Ta powszechność i nieodzowność pragnienia szczęścia dowodzi, że ono jest przez Boga wianem naszej naturze. Pragnienie szczęścia wlane przez Boga musi być zaspokojone, o ile człowiek swe powinności względem Boga spełni.

  • Pragnienie szczęścia jest jakby parciem człowieka przez Boga ku szczęściu. Sprzeciwia się zaś mądrości i dobroci Boga, by człowieka pociągał ku szczęściu, którego nigdy, nawet bez swej winy, nie będzie mógł osiągnąć.
  • Naturalny pociąg do szczęścia jest równoznaczny z obietnicą Boga, że nam to szczęście da, o ile spełnimy nasze obowiązki względem Niego. Bóg nie obiecuje nigdy rzeczy niemożliwych i zawsze spełnia swe obietnice.
  • Sprzeciwia się dobroci i sprawiedliwości Boga, by swe rozumne stworzenie, arcydzieło swej wszechmocy i mądrości skazywał na niezasłużoną mękę. Bo byłaby to okrutnie bolesna męka
  • nosić w sobie niedające się poskromić pragnienie szczęścia, które nigdy nie ma być zaspokojone. Człowiek, korona dzieł bożych, byłby w gorszym położeniu od zwierzęcia, które najczęściej znajduje całkowite zaspokojenie swych popędów.

Pragnienie szczęścia będzie zaspokojone u tych, którzy oddadzą, chwałę Bogu:

a) Częściowo już tu na ziemi,

  • Namiętności, grzechy są, sprawcami niezliczonych nieszczęść człowieka. Więc kto je zwalcza i unika ich, tym samym staje się szczęśliwym przynajmniej częściowo,
  • Szczęście jego powiększa pochwała dobrego sumienia, napełniającego człowieka pokojem,
  • Bóg też takiemu człowiekowi nieraz już tu na ziemi błogosławi, a choć go i nieszczęście dotknie, umie on je znieść z daleko większym spokojem, niż człowiek zły.

b) Całkowicie w życiu przyszłym,

  • Wiara nas upewnia, że za życie zgodne z wolą Bożą człowiek żyć będzie na wieki życiem najszczęśliwszym. „Wierzę w żywot wieczny„. „Wiemy, mówi św. Paweł, że jeśliby ziemski dom nasz tego mieszkania był zepsowany, iż budowanie mamy od Boga, dom nie rękami robiony, wiekuisty w niebiesiech“ (2 Kor. 5:1). W prefacji żałobnej Mszy św. Kościół tak prześlicznie mówi o stosunku śmierci do życia wiecznego: „Dla Twoich wiernych, Panie, życie odmienia się (przez śmierć) nie ginie, a rozwalony dom tego doczesnego mieszkania, wiecznym mieszkaniem w niebie się naprawia„,
  • Pismo św. kreśli też szczęście w niebie w najjaśniejszych barwach. Przede wszystkim nie będzie tam tej nędzy fizycznej i moralnej jaka tu jest udziałem ludzkości: „Nie będą łaknąć ani pragnąć więcej… otrze Bóg wszelką łzę z oczu ich, a śmierci więcej nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani boleści” (Apok. 7:16). Radość będzie tak wielką, że ludzkie dziś przechodzi pojęcie: „Oko nie widziało i ucho nie słyszało i w serce człowieka nie wstąpiło, co nagotował Bóg tym, którzy go miłują”. (1 Kor. 2:9). I nic dziwnego, bo to Bóg najszczęśliwszy podzieli się swą radością ze Świętymi: „Wejdź do wesela Pana twego” (Mat. 25:21); „będą upojeni hojnością domu twego i strumieniem rozkoszy twojej napoisz je“ (Ps. 35:9.). Bóg z całą swą pięknością, prawdą, dobrocią będzie przedmiotem ich widzenia, posiadania i miłości, stąd takie nieprzebrane szczęście: „Jam jest zapłatą twą, zbyt nie wielką” (Gen, 15:1). Dlatego zachwycony Psalmista tą wielkością nagrody, której przedmiotem Bóg sam woła: „Bo cóż ja mam w niebie, albo czegom chciał na ziemi oprócz ciebie… Boże serca mego i części moja Boże na wieki”. (Ps. 72:25). Jeśli tu na ziemi drobina dobra, piękna i prawdy są zdolne zachwycić, porwać duszę i uszczęśliwić, to jakie szczęście zaleje serce ludzkie, gdy samo Dobro, sama Prawda, samo Piękno dostanie się mu w udziale!

3. Dopiero w świetle naszego celu ostatecznego nabiera życie doczesne niesłychanej wartości.

Tu na ziemi wieść życie najszlachetniejsze, którym żyją sami uczciwi i najlepsi ludzie, życie pokoju, radości, miłości Boga i ludzi. A za krótką chwilę pracy, zaparcia się, cierpienia wieczna nagroda, radość niekończąca się i nieograniczona. Warto żyć, warto tu cierpieć choćby największą nędzę, by się tylko dostać do nieba.

Nie dziwmy się św. Pawłowi, że wpatrzony w te niebieskie radości, woła w zachwycie:

Utrapienia niniejszego czasu nie są godne przyszłej chwały, która się w nas objawi

Rom. 8:18

Dzisiejsi niewierzący uczeni utrzymują, że ostatecznym celem życia ludzkiego są sprawy doczesne, np. praca dla dobra społecznego, praca nad postępem kultury itp., stąd swą etykę nazywają etyką doczesności (Diesseitsmoral), w przeciwieństwie do etyki katolickiej, która życie doczesne uważa tylko za przygotowanie do życia wiecznego, stąd ją zowią etyką życia pozagrobowego (Jenseitsmoral). Etyka katolicka, zdaniem wspomnianych uczonych, osłabia pracę nad sprawami doczesnymi ludzkości. Bo jeśli, powiadają, życie doczesne jest celem człowieka, to rośnie w nim naturalnie miłość do dóbr doczesnych i wzmaga się intensywność pracy nad powiększeniem tych dóbr. Przeciwnie, jeśli życie przyszłe jest celem doczesnego, to ziemska kultura jest bezwartościowa i ideałem tej etyki jest umrzeć dla rzeczy doczesnych, a żyć dla wiecznych.

1) Główną przyczyną powstania i utrzymywania się etyki doczesności jest brak wiary w nieśmiertelność duszy i życie wieczne. Bo oczywiście, dla kogo ze śmiercią człowieka wszystko się kończy, dla tego nie może życie ludzkie być przygotowaniem na wieczność, ale musi być samo sobie celem.

2) Nieśmiertelność duszy i życie pozagrobowe są dogmatami wiary katolickiej, przez objawienie, jak i przez rozum jak najgruntowniej uzasadnionymi, wobec czego cel ostateczny życia ludzkiego nie może w tym życiu spoczywać.

3) Nie jest również prawdą, iż etyka katolicka, stawiając życie przyszłe za cel życia na ziemi, osłabia troskę o sprawy doczesne, bo rzecz się ma przeciwnie. Dlatego właśnie, że życie doczesne jest przygotowaniem i czasem zasługi na wieczność, musi człowiek w tym życiu bardzo intensywnie pracować. Miłość Boga właśnie w tym się okazuje, że człowiek sumiennie spełnia obowiązki swego stanu, że rozwija swe siły i zdolności duchowe w pracy nad dobrem społecznym, nad szerzeniem Królestwa bożego na ziemi, ucząc drugich prawdy, zachęcając do umiłowania prawdziwego dobra, a to wszystko jest jego obowiązkiem, nakazanym mu przez etykę katolicką. Praca wtedy nad kulturą doczesną nie osłabi się u wierzącego katolika, ale się oczyści i uszlachetni. Praca ziemska nabierze większej wartości i będzie oparta na silniejszych i szlachetniejszych motywach, niż w moralnej doczesności, nabierze znaczenia niezniszczalności. Spełnienie bowiem tej pracy rozstrzygnie o wieczności katolika, a każdy akt tej pracy ma w oczach katolika wartość bezcenną tak jak i sama wieczność szczęśliwa. Katolik nie będzie lekceważył kultury doczesnej, tylko nie będzie jej przeceniał i wynosił ponad wszystkie dobra, bo też kultura dobrem najwyższym nie jest, ale winna być tylko środkiem do udoskonalenia wewnętrznego człowieka i do oddania chwały Bogu. Kościół katolicki przez popieranie od zarania niemal swego istnienia nauk świeckich, sztuki, przez zajęcie się kwestią robotniczą dał dowód, że jest przyjacielem i protektorem dobrej, szlachetnej kultury doczesnej i że nie stroni od spraw tego życia.

Dodaj komentarz